PROLOG
Ciemność stała się miarą jego rozpaczy. Czuł, że go oblepia, zaciska się na klatce piersiowej, wchłania przez pory i sączy się przez przełyk, wypełniając organy. Była ciężka, oleista, niosła śmierć.
Chodził od ściany do ściany betonowego bunkra, kilka metrów pod ziemią. Żadnego światła, żadnego dopływu powietrza. Żadnej szansy na to, by nadszedł ratunek.
Uważał, by iść tą samą ścieżką co do tej pory. Nie chciał trafić na zwłoki, które leżały obok. Zwłoki jego ofiary.
Stał się zabójcą. Długo przygotowywał się do tej roli, może całe życie. Może jeszcze wcześniej, zanim w ogóle stał się sobą, już nim był. Uśpionym, ale gotowym. Czekającym tylko, by nadać samemu sobie kształt, wypełnić się życiem poprzez odebranie go komuś innemu.
Nie miał komórki, latarki, niczego, czym mógłby oświetlić ofiarę, przyjrzeć się człowiekowi, któremu przed momentem odebrał życie. Nie musiał jednak tego robić, by wyraźnie widzieć jego twarz.
Ciosy, które wymierzył, nie były przypadkowe. Wiedział doskonale, co czynił. Całe jego doświadczenie, gromadzone już od czasów studenckich, nie poszło w las. Miał doskonałe rozeznanie, gdzie i jak uderzać, by zabić.
I zrobił to. Bez wahania, bez jakichkolwiek oporów. Zaskoczyło go to, jak łatwo przyszło mu podjąć decyzję.
Nie mniej zdumiony był czymś innym – tym, ile czystej fizycznej siły wymagało zakończenie czyjegoś życia. I ile determinacji. Wydawało mu się, że wystarczy jeden odpowiednio mocny cios w newralgiczne miejsce, by ofiara się poddała, ale żadne uderzenie nie mogło sprawić, by człowiek przestał walczyć o swoje istnienie.
Ten bronił się długo, wytrwale. Nawet wtedy, kiedy zabrakło mu sił – a może przede wszystkim wówczas. Zupełnie jakby wstąpił w niego jakiś nowy duch, gotowy zrobić wszystko, by się ocalić.
Wystarczyłoby trochę odpuścić, dać mu nieco przestrzeni. Krótkie wahanie sprawiłoby, że ten człowiek by przeżył.
Zabójca jednak się nie wahał. Doprowadził sprawę do końca, a potem upewnił się, że jego ofiara nie żyje.
Teraz został sam, przynajmniej do czasu. Niebawem bowiem zaczną się procesy rozkładu, które zwabią tutaj całe mrowie insektów gotowych na żer, nekrofagów wyposażonych przez naturę w zmysł węchu, który jest w stanie przyciągnąć je do gnijących zwłok z niebotycznych odległości.
Najpierw muchówki, rząd Diptera, potem chrząszcze, rząd Coleoptera, i kilka innych, które występują w okolicznych lasach.
Seweryn Zaorski doskonale znał gatunki owadów, które do niego dołączą.
Cienie pośród mroku
KIEDY WSZYSTKO INNE ZNIKNIE, ZOSTANĄ PO NAS TYLKO KOŚCI.W życiu Seweryna i Burzy nie mogło wydarzyć się nic złego, nie kiedy wszystko wreszcie zaczęło im się układać. Zamieszkali razem, zaczęli budować patchworkową rodzinę i uczyć się wspólnej egzystencji. Spokój, który obydwoje odczuwali, zdawał się wieczny i niezachwiany. Nic nie zapowiadało nawałnicy, która miała na nich spa...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio