Centrala operacyjna policji w Tønsberg przyjęła zgłoszenie we wtorek 22 czerwca o godzinie 9:32.
William Wisting był trzecim funkcjonariuszem przybyłym na miejsce zdarzenia.
Właśnie wyszedł z gabinetu lekarskiego i wsiadł do samochodu, gdy usłyszał komunikat nadawany przez policyjną radiostację. Teraz stał na plaży w butach pełnych drobnego piasku i osłaniał oczy przed słońcem.
Fale uderzały o brzeg i toczyły się z powrotem do morza. Po obu stronach płytkiej zatoki ciągnęły się gładkie, oszlifowane przez wodę skały.
Dwóch umundurowanych policjantów odgrodziło biało-czerwoną taśmą zachodnią część plaży. O tak wczesnej porze prawie nie było ludzi. Grupka gapiów liczyła nie więcej niż dwanaście, trzynaście osób, głównie dzieci. Jeden z funkcjonariuszy odciągnął na bok dobrze zbudowanego chłopca o rudych sterczących włosach i twarzy obsypanej piegami. Chłopiec jedną ręką próbował przytrzymać małego czarnego teriera, który szarpał za smycz, a drugą wskazywał kierunek i coś tłumaczył.
Kilka mew krążyło leniwie nad zatoką, zataczając szerokie koła. Wisting zatrzymał wzrok na jednej z nich, jakby chciał zrobić sobie krótką przerwę, po czym wypełnił płuca słonym morskim powietrzem i skupił się na tym, co miało przerodzić się w długie i żmudne śledztwo.
Na wodzie kołysał się but do biegania. I chociaż za każdym razem, gdy piasek uciekał spod niego, zdawało się, że morze porwie go ze sobą, to jednak kolejne fale wyrzucały go z powrotem na brzeg. Wodorosty i trawa morska zaplątały się w zawiązane sznurowadła. Na podeszwie utworzył się osad z brunatnych alg. Z buta wystawały resztki ludzkiej stopy, oblepionej narybkiem krewetek i innymi drobnymi organizmami morskimi.
Wisting odwrócił wzrok i mrużąc oczy, spojrzał na cienką szarą linię oddzielającą morze od nieba. W oddali na zamglonym horyzoncie dostrzegł zarys statku kontenerowego.
Mała furgonetka wjechała na trawiastą równinę z tyłu plaży i zatrzymała się obok radiowozu. Espen Mortensen wysiadł z samochodu, po czym wsunął głowę do szoferki i wyjął z niej torbę z aparatem fotograficznym. Wisting przywitał młodego technika skinieniem głowy. Ten odwzajemnił pozdrowienie i otworzył boczne drzwi ambulansu kryminalistycznego. Wyjął ze środka łopatę i białą plastikową miskę i zszedł na dół do kolegi.
– Jeszcze jedna? – spytał, odkładając łopatę.
– Jeszcze jedna – potwierdził komisarz i ukucnął obok makabrycznego znaleziska, podczas gdy Mortensen przygotowywał sprzęt fotograficzny.
Stopa wyglądała tak, jakby została oderwana lub odcięta od reszty ciała tuż nad stawem skokowym, ale wciąż siedziała mocno w bucie. Płaty grubej skóry rozchylały się na boki. Między resztkami szarobiałej tkanki tłuszczowej prześwitywały blade fragmenty kości. Część czegoś, co przypominało więzadło, leżało na napiętku.
Wisting widział to wszystko już wcześniej. To była druga odcięta stopa, którą morze wyrzuciło na ląd w jego okręgu policyjnym w ciągu ostatnich kilku dni. Podniósł się i zerknął na technika.
– Nie pasują do siebie – oznajmił stanowczym głosem.
Mortensen spojrzał sceptycznie na but kołyszący się na brzegu.
– Co masz na myśli? Moim zdaniem wygląda dokładnie tak samo jak poprzedni.
– I w tym cały problem – skinął głową komisarz. – To jest lewy but. Tak jak poprzedni. – Pochylił się i jeszcze raz przyjrzał się jego zawartości. – Poza tym w środku jest biała skarpetka tenisowa, a w poprzednim była czarna podkolanówka.
Mortensen zaklął i pochylił się nad butem.
– Masz rację – stwierdził. – Zresztą ten jest na oko ze dwa numery większy. A to oznacza...
Urwał w pół zdania. Obaj dobrze wiedzieli, co to oznacza. Znaleźli fragmenty dwóch niezidentyfikowanych zwłok, które prawdopodobnie nadal pływały w morzu.
Zrobił kilka zdjęć, włożył aparat do torby, chwycił łopatę i wsunął ją pod but. Razem z obuwiem do białej miski wpadło trochę piasku, kilka muszelek i odrobina morskiej wody.
Policjant, który rozmawiał z rudym chłopcem, podszedł do Wistinga i Mortensena. Krótko zreferował wyjaśnienia nastolatka, który znalazł but, gdy zaledwie godzinę wcześniej wyprowadzał psa na spacer.
– Planujemy przeszukać plażę – wyjaśnił. – W każdej chwili reszta ciała może zostać wyrzucona na ląd. Niedługo zaroi się tu od dzieciaków. Czerwony Krzyż obiecał w ciągu godziny przysłać do pomocy ekipy poszukiwawcze.
Komisarz skinął głową z aprobatą. Po znalezieniu pierwszej stopy przez kilka kolejnych dni prowadzili poszukiwania zwłok wzdłuż brzegu. Bez rezultatu. Może tym razem będą mieć więcej szczęścia.
Wielka fala wtoczyła się na plażę i Wisting musiał cofnąć się o kilka kroków, żeby nie zmoczyć obuwia. Po chwili fala wycofała się, usuwając ślady jego stóp odciśnięte na wilgotnym piasku.
Komisarz przeczesał palcami gęste ciemne włosy i przeniósł wzrok na morze. Wiele już w życiu widział, lecz tym razem jego serce biło szybciej niż zwykle.
Szumowiny
Stavern w samym środku lata: fale wyrzucają na brzeg odciętą lewą stopę w bucie do biegania. Potem następną. I jeszcze jedną. Łącznie cztery lewe stopy w ciągu jednego letniego tygodnia. Cztery odrąbane stopy stanowią jądro tej zdumiewającej zagadki, w której ważną rolę odgrywają również skazani mordercy, ludzie ginący bez wieści, tajna organizacja stay-behind oraz ogromne...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio
e-book