Ponieważ zapowiedział mi, że w związku z zaziębieniem wyłączy na dwa dni telefon, bo chce się wykurować, byłem początkowo przekonany, że tak jest. Po telefonie od niej zadzwoniłem, ale zgłosiła się tylko automatyczna sekretarka, zaś telefon komórkowy był wyłączony. Poszedłem więc i wielokrotnie dzwoniłem do drzwi. Była albo 16.50 albo 17.10, nie mogę w tej chwili sobie tego uzmysłowić. Ponieważ nie otwierał, a ja nie miałem klucza, bo jak się dopiero na drugi dzień okazało, schował go u mnie na dnie jakiejś porcelanowej donicy z Dynowa i przykrył innymi rzeczami, to myślałem, że wetknął korki do uszu i śpi, zażywszy środki nasenne. Trudno było podejmować decyzję o wyłamaniu drzwi. Na drugi dzień jednak znalazłem te klucze i gdy poszedłem, już od dawna nie żył. Tak to wyglądało. No nic. Jeśli chcesz jakieś dodatkowe informacje, to napisz. Pięknie wszystkich pozdrawiam. Zdzisław. Warszawa: niedziela, 26 grudnia 1999 rok, godz. 16.07”1.