Blondynka siedzi sama, pije zimną wódkę z wodą i cytryną i maże piórem na stercie komputerowych wydruków. Na stopach nosi buty na niewysokim obcasie. Na tyle niewysokim, aby chodzić bez problemów. Na tyle wysokim, aby podkreślić nogi. Spódnicę ma jakieś dziesięć centymetrów przed kolana. Cienkie pęciny. Nie, to konie mają pęciny. Jej nogi są po prostu długie, szczupłe i gładkie. Siedząc z nogą założoną na nogę, pokazuje kawałek uda. Włosy długie. Opadają jej na plecy. Oczy zielone, wystające kości policzkowe, usta niewielkie, ale dolna warga duża. Pompowana? Chyba nie, chyba tak naturalnie. Ciemnoczerwona szminka na ustach. Pachnie pieniędzmi. I może kogoś może zmylić jej sukienka wyglądająca jak z taniej sieciówki. Ale jej włosy są świetnie obcięte i doskonale ułożone. Nawet jeśli farbowane, to tego nie widać. Kobieta ma skórzane, nie plastikowe, buty. Na ręce drogi zegarek. Bransoletkę z Pandory.