„Proszę państwa”, żartowała moja siostra, „oto Alicja Tabor, wodna Wielbłądka, badaczka mórz i oceanów, które odwiedza, gdy zmęczy ją pustynia! Jedyna w swoim rodzaju Wielbłądka płetwiasta i skrzelowata. Gatunek rzadki. Pod ścisłą ochroną. Opowie państwu dziś o tym, co widziała i słyszała w podwodnym królestwie naszej wanny”. Zabawa polegała na tym, że ja mówiłam zgodnie z prawdą, że dziś słyszałam pukanie, odliczanie po niemiecku i w jakimś języku podobnym do niemieckiego, gdzie zamiast ein było eins, i dźwięk szklanki upuszczonej na kamienną podłogę, a Ewa dopowiadała resztę. Wymyślała historię, bo to potrafiła robić najlepiej. Ja umiałam słuchać.