Wspominając ten dzień, zapach narkotyków, cienie i rozjarzone światło przeszywające ten pokój, zastanawiałem się, czy to jakieś przeczucie ostrzegało mnie przed przekroczeniem progu. Zastanawiałem się, jak inaczej potoczyłoby się moje życie, gdybym się wtedy odwrócił i odszedł. Decyzje, które podejmujemy, to gałęzie drzewa możliwości. Na trzy pory monsunowe od tego dnia Vikram i obcy ludzie z tego pokoju stali się nowymi gałęziami w lesie, w którym przez jakiś czas przebywałem wraz z nimi – miejskiej dżungli miłości, śmierci i zmartwychwstania. Z tamtej chwili wahania, która wtedy nie wydawała mi się ważna, wyraźnie pamiętam, że gdy Vikram wyszedł z mroku, chwycił mnie za ramię i wciągnął do pokoju, dotyk jego spoconej ręki przeszył mnie dreszczem.