Lewą rękę dziewczyna trzymała na brzuchu. Próbowała zatamować krwotok. Prawa leżała na podłodze, odciągnięta nienaturalnie w bok. Zakrwawiona dłoń była nieznacznie odgięta. Na serdecznym palcu dostrzegł biały krąg skóry. Jedyny fragment, który nie był poplamiony.
Wrócił do salonu. Technik skończył już swoją pracę i czekał z założonymi rękoma. Wyglądał, jakby fucha przewodnika po domu sprawiała mu przyjemność. Mortka pokazał na schody prowadzące na górę.
– Jest tam coś?
– Coś tam jest, ale nic interesującego. Wszystko rozegrało się tutaj. Salon. Kuchnia.
– Rozumiem. – Komisarz podrapał się po brodzie. – Pokażesz mi go?
– A nie widziałeś?
– Nie.
– To chodź.
Technik poprowadził go z powrotem do kuchni. Podszedł do blatu. Obok aluminiowego garnka i nadpalonej dawno temu bawełnianej szmatki leżał pistolet. Policyjny P99.
– Tutaj go znaleźliście?
– Tak.
– Nie ruszaliście? Nie przenosiliście?
– Nie. Sprawdziliśmy tylko numery seryjne, żeby wklepać w naszej bazie. I wtedy wyszło, co wyszło.
– To na pewno z tej broni strzelano?
– Wyślemy do waszego laboratorium, ale z lufy śmierdziało prochem, a kaliber pasuje.
– Dzięki za pomoc.
– Jakby pan miał jeszcze jakieś pytania, to proszę do mnie zadzwonić.