Radio odpowiedziało wypełnionym trzaskami milczeniem. Tylko wzrok Ellen pomknął wzdłuż szeregu kas. Jest! Za brązową szybą budki, znajdującej się w odległości zaledwie czterdziestu, może pięćdziesięciu metrów od nich, dostrzegła plecy mężczyzny. Pod słońce obrócona profilem sylwetka rysowała się bardzo wyraźnie, podobnie jak krótka lufa z celownikiem, stercząca nad barkiem.
– Broń! – zawołała Ellen. – On ma pistolet maszynowy!
– Cholera! – Harry kopniakiem otworzył drzwiczki, obiema rękami uchwycił się krawędzi dachu i wyśliznął się z samochodu. Ellen wpatrywała się w nadjeżdżającą kolumnę. Dzieliło ją od nich najwyżej kilkaset metrów. Harry wsunął głowę do auta.
– To żaden z naszych, ale może ktoś z Secret Service – powiedział. – Wezwij HQ. – Już trzymał rewolwer w ręku.
– Harry...
– Natychmiast! Jeśli HQ potwierdzi, że to ktoś od nich, naciśnij klakson.
Ruszył biegiem w stronę kasy i pleców w garniturze. To wyglądało na lufę uzi. Zimne wilgotne powietrze zapiekło w płucach.
– Policja! – wrzasnął Harry. – Police!