„Kwiaty kochają muzykę”, powtarzał dziadek Bill, pielęgnując swe cenne rośliny. Julia siedziała na taborecie obok radia i słuchając muzyki, przyglądała się dziadkowi. Uczyła się gry na pianinie i miała do tego wrodzony talent. W domu, w małym pokoju gościnnym, stało wiekowe pianino. Często po kolacji proszono ją, by zagrała. Pamiętała pełne podziwu spojrzenia dziadków, kiedy jej delikatne palce tańczyły na klawiszach.
– To dar od Boga, Julio – powiedział pewnej nocy dziadek Bill. Uśmiechnął się, choć oczy zaszły mu łzami. – Nie zmarnuj go, dobrze?
*
W dniu jedenastych urodzin dostała od dziadka Billa swoją własną orchideę.
– Wyhodowałem ją specjalnie dla ciebie, Julio. Nazywa się Aerides odoratum, czyli Dzieci Powietrza.
Julia spoglądała na aksamitne w dotyku delikatne białoróżowe płatki.
– Skąd ona pochodzi, dziadku? – spytała.
– Z Dalekiego Wschodu. Z dżungli Chiang Mai na północy Tajlandii.
– Och, a jak myślisz, jaką lubi muzykę?
– Wydaje mi się, że ma szczególną słabość do Mozarta – odparł, chichocząc, dziadek Bill. –A jeśli zobaczysz, że więdnie, możesz spróbować Chopina.
*