Droga
Cormac McCarthy — Powieść przygodowa i podróżnicza

Ruszyli brzegiem, wuj wpatrując się w pnie drzew, pykając z fajki, niosąc na ramieniu zwój konopnego sznura. Wreszcie wybrał pień, więc przewrócili go, szarpiąc za korzenie, i dowlekli do wody. Spodnie podwinęli do kolan, ale i tak się zamoczyły. Przywiązali koniec sznura do kołka na tyle łodzi i powiosłowali z powrotem przez jezioro, ciągnąc pomału pień za sobą. Nastał już wieczór. Powolny, miarowy mozół i skrzypienie dulek. Ciemna szklana tafla jeziora i światła w oknach na brzegu. Gdzieś tam grało radio. Milczeli obaj. To był idealny dzień jego dzieciństwa. Dzień, który nadał ton późniejszym dniom.

W następnych dniach i tygodniach ciągnęli na południe. Samotni, uparci. Surowa górzysta kraina. Domy obłożone aluminium. Czasami zza kęp odrastających drzew ukazywały się odcinki leżącej niżej autostrady międzystanowej. Zimno, coraz zimniej. Stanęli na górskiej przełęczy i patrzyli na wielką otchłań na południu, gdzie jak okiem sięgnąć ciągnęła się spalona kraina, z łach popiołu sterczały poczerniałe sylwetki skał, a kłęby pyłu wzbijały się i przetaczały w dal przez pustkowie. Szlak matowego słońca poruszającego się niewidzialnie za zasłoną pomroki.