Drugie imię
Jon Fosse — Literatura

myślę, tak, właśnie jak na obrazie, jak na obrazie, który mógłbym namalować, myślę i wiem, że akurat ta chwila, akurat ten obraz już wrył mi się w pamięć i nigdy nie zniknie, mam wiele takich obrazów wrytych w pamięć, tysiące, i kiedy o czymś pomyślę, kiedy zobaczę coś podobnego albo nawet bez powodu, taki obraz potrafi się pojawić w najdziwniejszych porach i miejscach, obraz, nieruchomy obraz, który mimo wszystko ma w sobie jakiś ruch, jakby każdy z takich obrazów, każdy z tych tysięcy obrazów, które mam w głowie, czy gdzie tam one są, coś mówił, mówił coś prawie jednoznacznie, lecz mimo to nie do końca zrozumiale, oczywiście mogę wymyślić, że obraz mówi to czy tamto, oczywiście, że tak mogę, i oczywiście również to robię, po części też udaje mi się wymyślić, co mówi obraz, ale nigdy co mówi naprawdę, bo obraz nigdy nie jest zrozumiały do końca, jakby był nie całkiem z tego świata, jak mawiają, myślę, to dziwne, tak, wręcz zdumiewające, bo on i ona siedzą teraz tak, jakby byli na jednym z takich niewypowiadalnych obrazów, które mam w głowie, chociaż teraz widzę go w rzeczywistości, mężczyzna siedzi na ławce, kobieta na huśtawce, jakby nie mogli się poruszyć, siedzą, jakby przytrzymywało ich coś, czego nie można zobaczyć, i siedzą tak już długo, przynajmniej tak się wydaje, tak, siedzą tam, jakby siedzieli od zawsze, cały czas po wsze czasy, ona jest w spódnicy, w fioletowej spódnicy, a spódnica trochę pociemniała o wczesnym zmierzchu, tak, fiolet dąży ku czerni, a on siedzi w długim czarnym płaszczu, z brązową torbą przewieszoną przez ramię, brody na jego twarzy nie widać, no ale ja nie mogę tak tu siedzieć, myślę, no i myślę też, że oni, ona i on, siedzą nieruchomo, tak jak ja siedzę nieruchomo dokładnie tak samo jak oni, no a przecież nie mogę tak siedzieć w samochodzie, bo ludzie, którzy będą tędy przejeżdżać, zaczną się dziwić, dlaczego tak siedzę w samochodzie, dlaczego nie jadę dalej, no ale przecież nikt tędy nie przejeżdża, a nawet gdyby przejeżdżał, to nie zdziwiłby się, że zrobiłem sobie chwilę odpoczynku w tej zatoczce, jeżeli już ktoś ma się zdziwić, to tych dwoje na placu zabaw, jeśli mnie zauważyli, ale najwyraźniej nie, przynajmniej żadne nie spogląda w moją stronę, na mnie siedzącego w samochodzie, gdy powoli zaczyna się ściemniać, ciągle jest jasno, ale ciemność pojawiła się w powietrzu, powoli, powoli wnika w powietrze, myślę, siedzę i patrzę na młodego mężczyznę w czarnym płaszczu, który siedzi na ławce i ma przewieszoną przez ramię brązową skórzaną torbę, i na tę młodą kobietę, która siedzi w fioletowej spódnicy na huśtawce, bo oni ciągle tylko tam siedzą, nieruchomi, tak, jakby byli elementami namalowanego obrazu, tak, również, ale ja malując, zawsze usiłuję wy-malować obrazy, które utkwiły mi w pamięci, tak, takie jak ten, przedstawiający ją i jego, gdy tak siedzą, jakbym chciał się tych obrazów pozbyć, wyrzucić je, czasami myślę, że zostałem malarzem, ponieważ mam w głowie wszystkie te obrazy, tak, tyle obrazów, że są dla mnie udręką, tak, dręczą mnie, stale się pojawiając, prawie jak wizje, w dodatku w najprzeróżniejszych sytuacjach, a ja nie mogę nic na to poradzić, mogę jedynie malować, tak, podejmować próbę wymalowania tych obrazów, które we mnie utkwiły, nic innego, wymalowywać je po kolei, ale nigdy poprzez malowanie dokładnie tego, co widziałem i co we mnie utkwiło, nie, próbowałem tak wiele razy, ale wtedy maluję tylko to, co widziałem, i nic więcej, wówczas tylko jakby dubluję obraz i wychodzi z tego zła praca, a i tak nie mogę się pozbyć tego obrazu, który mam w sobie i który usiłuję wymalować, nie, muszę malować w taki sposób, który sprawi, że obraz, który we mnie utkwił, rozmyje się i zniknie, jakby stawał się niewidoczną i zapomnianą cząstką mnie samego, mojego wewnętrznego obrazu, tego jednego obrazu, którym jestem i który mam, bo ponad wszelką wątpliwość mam tylko jeden obraz, jeden jedyny obraz, a wszystkie inne, również te, które widzę i które we mnie utkwiły tak, że nie potrafię ich zapomnieć, mają w sobie coś podobnego do tego jednego obrazu, który mam w sobie, i chociaż tego nie widać, potrafię dostrzec w obrazie coś, co sprawia, że on we mnie zostaje, i właśnie tak jest z tym, co widzę teraz, siedząc w samochodzie i patrząc na młodego mężczyznę i młodą kobietę, którzy tylko siedzą i patrzą przed siebie, a nie na siebie i w ogóle się do siebie nie odzywają, ale jakby byli ze sobą związani, jakby byli jednością, bo jego w pewnym sensie nie można zobaczyć bez niej, a jej nie można zobaczyć bez niego, jej ciemne włosy, jego brązowe, jej długie włosy, jego półdługie, nie można ich od siebie oddzielić, kiedy tak siedzą, a to, że się nie ruszają, nie jest chyba wcale dziwniejsze niż to, że ja się nie ruszam, bo przecież też tylko siedzę nieruchomo w samochodzie, bez żadnego szczególnego powodu tak siedzę, i po co?