Dwa tygodnie później na jeden dzień przyleciał sekretarz stanu Frank Coolman. Nawet nie nocował i zaraz wrócił do Berlina. Nie było żadnych rozmów, nie interesowało go zdanie polskiego premiera. Oświadczenie, które złożył, było dla Boleckiego ogromnym zaskoczeniem. W rzeczywistości premiera przepełniało rozczarowanie bliskie wściekłości. Okazało się, że Waszyngton przyjął propozycję Berlina i wkrótce mają rozpocząć się w Genewie irańsko-amerykańskie rozmowy. Najbardziej zabolało go, że prezydent James Coburn, którego uważał za swojego przyjaciela, postawił go przed faktem dokonanym i w dodatku przyjął niemieckie pośrednictwo.
W Iraku nastąpiło zawieszenie broni, a Irańczycy mieli powstrzymać Hezbollah od atakowania Izraela i proamerykańskich grup na Bliskim Wschodzie. Według informacji Mosadu generał Ahmad Harumi, dowódca Strażników Rewolucji, bardzo przeżył śmierć syna w Syrii i wpłynął na Najwyższego Przywódcę, by jednak dać szansę negocjacjom.