San Francisco to miasto z długą historią chciwości. Wyrosło na gorączce złota i nawet katastrofalne w skutkach trzęsienie ziemi nie było w stanie na długo zatrzymać jego ekonomicznej żądzy. Niech was nie zwiedzie atmosfera organicznego, prospołecznego i tolerancyjnego życia. Hossy i bessy są duszą tego miejsca. A w 2000 roku San Francisco ponownie zostało przejęte przez ambitnych i skonsumowane przez chciwość. To była wspaniała epoka, w której niemal cała populacja pogrążyła się w bajce o szybkim wzbogaceniu, w szaleństwie Internetu. Dało się wyczuć impulsy energii promieniującej z tej wspólnej ułudy, produkujące ciągły szum, którym wibrowało całe miasto. A ja znajdowałem się w centrum najbardziej zdeprawowanej części San Francisco, patrząc na to, jak wysoko mogą się wznieść i jak nisko mogą upaść ludzie pochłonięci przez przepych.