Podejrzewałem, że niektóre elementy tej konstrukcji mogą zostać uznane za dość radykalne.
Recepcja anglojęzycznego wydania dostarczyła mi powodów do optymizmu. W odróżnieniu od niektórych moich poprzednich książek ta nie weszła na listy „dziesięciu największych bestsellerów”. Na tle chóru przychylnych recenzji zabrzmiała garstka wrogich głosów. Najwyraźniej zirytowałem członków brytyjskiego obozu patriotycznego, którzy wyrazili sprzeciw wobec umniejszania zasług zachodnich aliantów. Obraziłem kilku kolegów historyków, którzy kręcili nosami na brak „nowych materiałów” i na próżno szukali wzmianek o własnych arcydziełach. Rozdrażniłem obrońców Holokaustu, rzekomo zawyżając liczby i mnożąc nieszczęścia ofiar nie będących Żydami. Sprowokowałem też gniew przynajmniej jednego recenzenta, który schwycił w nozdrza woń przeklętej „polonofilii”, odkrywając, że w indeksie wymieniono więcej odniesień do Katynia niż do lądowania w Normandii. (Odpowiedziałbym, że podczas masakry katyńskiej zabito niemal dziesięć razy więcej ludzi, niż ich zginęło na plażach Normandii, i że mimo wszystko zasadniczy opis operacji „Overlord” zajął w książce zdecydowanie więcej miejsca niż opis sprawy katyńskiej).