— Nie na tym koniu — odparł Will. Strach sprawiał, że stawał się zuchwały. — Może pojedziesz przodem, mój panie.
Ser Waymar Royce nie raczył odpowiedzieć.
Gdzieś w głębi lasu rozległo się wycie wilka.
Will zatrzymał konia pod wykrzywionym starym grabem i zsiadł z niego.
— Dlaczego się zatrzymujesz? — spytał ser Waymar.
— Lepiej będzie, jeśli dalej pójdziemy pieszo. To już za tamtym wzgórzem.
Royce siedział przez chwilę nieruchomo ze wzrokiem utkwionym w dal. Zimny wiatr zaszeptał w koronach drzew. Jego obszerne czarne futro z soboli poruszyło się, jakby ożyło na moment.
— Coś mi się tutaj nie podoba — mruknął Gared.
Młody rycerz posłał mu szyderczy uśmiech.
— Niby co?
— Nie czujesz? — spytał Gared. — Posłuchaj ciemności.
Will domyślał się, o co chodzi Garedowi. W ciągu czterech lat służby w Nocnej Straży nie bał się tak bardzo ani razu. Co to było?