Gra o tron
George R.R. Martin — Science fiction

— Nie na tym koniu — odparł Will. Strach sprawiał, że stawał się zuchwały. — Może pojedziesz przodem, mój panie.

Ser Waymar Royce nie raczył odpowiedzieć.

Gdzieś w głębi lasu rozległo się wycie wilka.

Will zatrzymał konia pod wykrzywionym starym grabem i zsiadł z niego.

— Dlaczego się zatrzymujesz? — spytał ser Waymar.

— Lepiej będzie, jeśli dalej pójdziemy pieszo. To już za tamtym wzgórzem.

Royce siedział przez chwilę nieruchomo ze wzrokiem utkwionym w dal. Zimny wiatr zaszeptał w koronach drzew. Jego obszerne czarne futro z soboli poruszyło się, jakby ożyło na moment.

— Coś mi się tutaj nie podoba — mruknął Gared.

Młody rycerz posłał mu szyderczy uśmiech.

— Niby co?

— Nie czujesz? — spytał Gared. — Posłuchaj ciemności.

Will domyślał się, o co chodzi Garedowi. W ciągu czterech lat służby w Nocnej Straży nie bał się tak bardzo ani razu. Co to było?