Gra o tron
George R.R. Martin — Science fiction

— Paniczyku, ja zaznałem podobnego chłodu. — Gared ściągnął z głowy kaptur, odkrywając okaleczone miejsca, w których kiedyś miał uszy. — Uszy, trzy palce u nóg i mały palec lewej dłoni. Miałem szczęście. Mój brat zamarzł na warcie z uśmiechem na ustach.

Ser Waymar wzruszył ramionami.

— Powinieneś się cieplej ubierać, Gared.

Gared rzucił młodemu rycerzowi gniewne spojrzenie, a blizny wokół otworów po uszach, które obciął mu maester Aemon, zaogniły się od gniewu.

— Zobaczymy, jak ciepło się ubierzesz, kiedy przyjdzie zima. — Nasunął na głowę kaptur i wtulił głowę między ramiona, pogrążając się w ponurym milczeniu.

— Skoro Gared twierdzi, że to zimno... — zaczął Will.

— Will, pełniłeś warty w zeszłym tygodniu?

— Tak, panie. — Przecież nie było tygodnia, żeby nie wychodził na kilkanaście cholernych wart. Do czego on zmierzał?

— Jaki był wtedy Mur?

— Wilgotny, kapało — odpowiedział Will, marszcząc czoło. Teraz zrozumiał, o co chodzi rycerzowi. — Nie mogli zamarznąć, skoro Mur płakał. Nie było jeszcze aż tak zimno.

Royce mu przytaknął.