– Znam filipa z konopi – odezwał się nieco skołowany Tadeusz. – Ale to porzekadło zawiera archaizm określający zająca oraz…
– To modyfikacja związana z moją sytuacją rodzinną, ale mniejsza z tym – ucięła Joanna. – Niech mi państwo lepiej powiedzą, jak dowiedzieli się o powrocie syna?
– Zadzwoniono do nas z komisariatu przy Mrówczej – odparła Anna.
– Dlaczego akurat stamtąd?
– Bo Przemka zatrzymano na Wawrze. Według policji mieszkał w jednym z domów niedaleko komisariatu.
Chyłka zmarszczyła czoło.
– Dlaczego akurat do państwa zadzwonili?
Lipczyńscy popatrzyli po sobie ze zdziwieniem. Skontaktowanie się z nimi było dla nich logicznym rezultatem odnalezienia syna, ale dla Joanny wręcz przeciwnie. Nie pasowało to do wszystkiego innego, co przedstawił jej Żelazny.
– O ile wiem, Przemek utrzymuje, że nie ma z państwem nic wspólnego – dodała. – I twierdzi, że nie jest osobą, która zaginęła kilkanaście lat temu w Hurghadzie.
Oboje powoli pokiwali głowami, jakby te słowa sprawiły im fizyczny ból.