1
Moi przodkowie użyźniali sobą dzieje. Dzieje się na nich pasły i rosły tłuste i obłe.
Gdyby nie oni, nigdy nie powstałyby malownicze opowieści z dawnych diariuszy: o wojnach, które zbierały krwawe żniwo, o zarazach, które pustoszyły śląskie ziemie, o trupach, które ścieliły się gęsto. Kronikarze czasem byli łaskawi i zauważali istnienie mojej rodzinnej Ostropy, czasem znikaliśmy im z pola widzenia na długi czas. A gdy już na krótką chwilę zatrzymywali na nas wzrok, okazywali się surowi. Jak gdyby nie rozumieli, że to z tej od niechcenia rzuconej garści słów będziemy musieli ulepić sobie dzieje. Nie rozumiał tego pisarz Anton Oskar Klaußmann, który po pół wieku nieobecności na Śląsku, w drodze do pobliskiego Gleiwitz w 1911 roku przejeżdżał przez Ostropę. Klaußmann zlitował się nad nami, zauważył i łaskawie rzucił ochłap, jedno zdanie: „Ostropa ciągle paskudnie cuchnie, prawdę mówiąc, znacznie obrzydliwiej”. Tylko tyle zanotował. Może lepiej, gdyby już nas zmilczał.