Jenya idzie do niego korytarzem. Za nią dwulatki chlapią na siebie farbą do malowania palcami, wrzeszcząc z zachwytem i przerażeniem jednocześnie.
– Cześć – odzywa się Jenya. – Zapomnieliście czegoś? Ossian jest w parku z Tomem.
Uczucie, że coś jest nie tak, wraca tak szybko, że prawie zwala go z nóg. To już nie jest podmuch zimnego wiatru na karku, tylko wrażenie, jakby dostał pięścią w brzuch.
– Nie ma go w parku – odpowiada Fredrik. – Właśnie wracam stamtąd. Tom myślał, że poszedł z wami.
– Nie, tutaj go nie ma. Sprawdziłeś koło huśtawek?
– Tak. Nie było go tam, przecież mówię. Cholera.
Fredrik odwraca się na pięcie i wybiega. Zdarzało się już, że któreś dziecko uciekło z przedszkola. Choćby Felicia. Zanim w przedszkolu się zorientowali, udało jej się dojść do samego domu. Jej rodziców pewnie do dziś boli brzuch po tym. Ciekawe, czy można się do czegoś takiego przyzwyczaić? Fredrik nie znosi tego uczucia.