– Felicia – zwraca się do niej, starając się nie okazywać szalejących w środku emocji. – Mówiłaś, że widziałaś przedtem Ossiana. Kiedy to było?
– Jak rozmawiał z tą głupią panią – odpowiada dziewczynka, nie podnosząc wzroku znad swojej budowli.
– Głupią… – zaczyna Fredrik i chrypnie. – Czy ta pani była stara?
Felicia kręci zdecydowanie głową, jednocześnie wyrównując wieżę łopatką.
– Nie stara – mówi. – Ona była jak moja mama. Mama miała niedawno urodziny i ma trzydzieści pięć lat.
Fredrik przełyka ślinę. Nieznajoma osoba. Przyszła i rozmawiała z jego dzieckiem. Nie nauczycielka i nie mama. Jakaś nieznajoma. Fredrik kuca obok Felicii, powstrzymując chęć, żeby potrząsnąć dziewczynką.
– Wiesz, kto to był? – spytał, starając się nie krzyczeć. – I dlaczego mówisz o niej głupia?
Felicia podnosi na niego wzrok, w oczach ma łzy. Fredrik musi zrobić krok w tył, żeby nie stracić równowagi. Czyta to w jej spojrzeniu; wie aż za dobrze, co się stało. Co nie powinno się nigdy stać. Co nie może się nigdy stać.