Po kilku tygodniach od powrotu zaczął tęsknić do rozmów z dziećmi i emerytami. Zlecenia, które teraz dostawał, a mianowicie rozmowy na żywo z naukowcami przed wtorkowymi filmami popularnonaukowymi, nie były już nudne. Były niebezpieczne. Miały go skompromitować i zniszczyć, choć jego nowy szef zapewniał z fałszywym uśmiechem, że są niepowtarzalną szansą rehabilitacji po niedawnej wpadce. Prezenter odczuwał dotkliwe poniżenie, kiedy musiał dziękować z grzecznym uśmiechem, a potem tracić całe dni na przygotowanie się do nudnych dyskusji z jakimś ekonomistą, biologiem albo filozofem, które wraz z następującymi po nich filmami popularnonaukowymi były wątpliwą konkurencją dla serialu kryminalnego na państwowym kanale drugim. Z dobrze maskowaną irytacją tłumił marzenia o rozwiązłych niewolnicach i o hollywoodzkiej sławie, kiedy wpatrywał się w grube okulary naukowców, których niechlujstwo było wprost proporcjonalne do ich rozrośniętego ego. Coraz częściej popełniał pomyłki i coraz pobieżniej przygotowywał się do rozmów, lekceważąc trud dyżurnych reporterów dostarczających mu stosy fachowych materiałów.