Zaorski zerknął na zegarek. Rzeczywiście spóźnił się o studencki kwadrans, ale tylko dlatego, że otrzymał niespodziewany telefon od mężczyzny, z którym dziś w nocy miał spotkać się za starym kościołem.
Tej jednej rzeczy nie mógł zignorować.
– Wybacz – rzucił. – Zapomniałem już, jakie tu korki.
Cofnęła się o krok i zaprosiła go do środka, nieustannie taksując go wzrokiem.
– Wiem, wiem – mruknął, wskazując koszulkę. – Ozzy już to dzisiaj skomentował.
Wyraz zdziwienia na jej twarzy uświadomił mu, że nikt już tak nie mówi na Michała Ozgę. Najwyraźniej czas zapomnieć o starych ksywkach i przypomnieć sobie imiona większości mieszkańców.
Burza uśmiechnęła się, wskazując mu wieszak. Ściągnął czapkę i kurtkę, a potem rozejrzał się po przedpokoju. Od razu odniósł wrażenie, że panuje tu prawdziwa, a nie pozorowana dla wyborców rodzinna atmosfera. Małych butów i kurtek było w przedpokoju tyle, że z pewnością nie zabrakłoby wersji na żadną pogodę. Na komodzie leżała nieotwarta korespondencja adresowana do Michała, tuż obok dziecięcy i męski szalik, para kobiecych rękawiczek i notatnik z informacją o wywózce śmieci.
– Musiał poczuć się, jakby spojrzał prosto we własną przeszłość.
Seweryn podniósł wzrok.