Willem był powszechnie lubiany i nigdy nie chciał wprawiać innych ludzi w zażenowanie, toteż możliwe, że, przynajmniej podświadomie, udaje coś w rodzaju ignorancji. Tak czy owak fascynujące było (i nigdy nie nudziło się trzem kumplom) obserwować Willema w otoczeniu kobiet, z czego chętnie sobie później dworowali, na co on zazwyczaj tylko się uśmiechał i nic nie mówił.
– Czy winda w tym domu działa? – zapytał nagle Willem, odwracając się.
– Słucham? – Annika była zaskoczona. – Tak, zwykle działa. – I ściągnęła blade usta w wąski uśmieszek, który (co JB uświadomił sobie ze skurczem żołądka) był w jej wydaniu flirtem. Och, Anniko, pomyślał JB. – A co zamierza pan wnieść do tego mieszkania?
– Naszego przyjaciela – odrzekł JB, uprzedzając Willema. – Ma kłopot z chodzeniem po schodach i potrzebuje sprawnej windy.
– Aha – powiedziała, znów się rumieniąc. Wróciła do wpatrywania się w podłogę. – Przepraszam. Tak, działa.