Mała iskra w suchym pustynnym buszu może przerodzić się w płomień i rozszaleć pomarańczem i czerwienią. Pożera ziemię i wydycha gęsty, czarny dym, który opanowuje niebo i przyćmiewa słońce, a popiół pada jak śnieg.
Siedliska – krzewy, drzewa – i domy – domki, wille, bungalowy, rancza, winnice, farmy – idą z dymem i zostawiają po sobie spaloną ziemię.
Ale ta ziemia znów jest młoda, gotowa wyhodować coś nowego.
Zniszczenie. I odrodzenie z popiołów. Opowieść o ogniu.
• • •
Pożar w Malibu w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym trzecim nie wybuchł na suchych wzgórzach, lecz na wybrzeżu.
Rozpoczął się przy Cliffside Drive 28150 w sobotę dwudziestego siódmego sierpnia – w domu Niny Rivy – podczas jednej z najsłynniejszych imprez w historii Los Angeles.
Coroczna impreza wymknęła się spod kontroli około północy.
Do siódmej rano wybrzeże Malibu stało w płomieniach.
Bo tak jak w naturze Malibu leży, by płonąć, tak w naturze jednej osoby leży, by podłożyć ogień i odejść.