Modlitwa o deszcz
Wojciech Jagielski — Polska szkoła reportażu

To uczucie towarzyszy mi zawsze, ilekroć przekraczam afgańską granicę. I nie ma znaczenia, czy jest to zastygła w skalistej martwocie Przełęcz Chajberska czy też wielka rzeka Amu-daria, wciąż dokądś spiesząca, wciąż wzburzona.

Wraz ze zbliżaniem się granicy narasta trudne do wytłumaczenia, lecz wyraźne przekonanie, że wyznacza ona nie tylko ramy przestrzenne, ale i czasowe. Że ważąc się na tę podróż, wkraczam w rzeczywistość odmienną i niepojętą, w której dotychczasowe kryteria logiczne i etyczne okazują się zupełnie nieprzydatne. Nie obce, sprzeczne czy wrogie, ale właśnie nieprzydatne. Ulatuje poczucie czasu, choć wydaje się, że wszędzie upływa on jednakowo, znika wiara w żelazną konsekwencję wydarzeń, logiczną syntezę i geniusz istoty ludzkiej, który, jak sama mniema, pozwolił jej okiełznać naturę.