Aleks skończył niedawno trzydzieści cztery lata, ale Piotr wciąż się zastanawiał, czy krępy kędzierzawy blondyn w typie cesarza rzymskiego kiedykolwiek spoważnieje.
– Nie. Nie zanosi się, żeby spoważniał. Ale właśnie takiego go kochasz – rzuciła Karolina, jakby czytała mu w myślach. – Idę po kiełbaski, a ty bierz się do podpałki. Niech Rzym w końcu zapłonie – zażartowała, rozcapierzając palce i robiąc groźną minę.
Prychnął ze śmiechu i odprowadził ją wzrokiem do drzwi. Sprężysty krok, falujące włosy i wytatuowany na ramieniu niebieski koliber gotowy do lotu. Minisukienka w kwiaty, która odsłaniała jej opalone, smukłe uda. Kochał tę kobietę od chwili, gdy przyszła do redakcji odebrać nagrodę dla babci. Warot pracował jeszcze wówczas w toruńskich „Nowościach”. Pamiętał, że miał dla niej żelazko. Potem odprowadził ją do drzwi, ale tam się nie rozstali. Przeszli się po kocich łbach ulicą Podmurną do Szerokiej. Później skręcili w prawo, w stronę empiku, gdzie przyjęła zaproszenie na lody u Lenkiewicza.