Nie była zdziwiona, kiedy pół godziny później po wyjściu z gmachu biblioteki zastała hrabiankę von Richter stojącą w wielkopańskiej pozie tuż przy luksusowym mercedesie. Widok był o tyle niecodzienny, że po ulicach podnoszącej się z gruzów Warszawy nie jeździły aż tak drogie samochody. „Prezydent Bierut pewnie padłby trupem z zazdrości na widok tego cacka” – pomyślała z przekąsem, równocześnie przypominając sobie upodobanie Niny do wszelkiego przepychu.
– Jak zwykle uparta jak wół! Tyle lat minęło… Po co ci ta rozmowa? Czyżbyś stała się sentymentalna?
– Za to ty jesteś bardziej zadziorna niż kiedyś.
Hania zmarszczyła brwi.
– No cóż… Życie mnie tego nauczyło.
– Nie mam co do tego wątpliwości – przyznała Nina z powagą w głosie. – Niełatwo było cię znaleźć, Panno Nikt. Szukałam cię kilka miesięcy. Dobrze się ukryłaś w Warszawie.
– A jednak mnie znalazłaś, więc teraz możesz już wracać do domu! – Hania ze złością machnęła ręką w stronę auta. Jego czarna karoseria lśniła bardziej niż eleganckie pantofle Niny. Nawet przypadkowi przechodnie odwracali głowy i przyglądali się pojazdowi. – Nie należymy do tego samego świata! Nie widzisz tego?! Czego ode mnie chcesz?