Sawicka podniosła wzrok. Przy jej stoliku usiadł Lis, stawiając na blacie swoją kawę. Przez ostatnie trzy miesiące nie widziała go i liczyła na to, że więcej się nie spotkają. Przyjrzała mu się uważnie. Zauważyła garnitur nowej marki, leżał równie dobrze jak poprzednie. Lis zapuścił krótką brodę, jego włosy miały teraz intensywną czarną barwę.
– Zacząłeś siwieć czy próbujesz zmienić image?
– Tak bardzo martwi mnie twoja wisząca na włosku kariera zawodowa, że zacząłem siwieć. Właściwie nie tylko twoja kariera mnie martwi, ten twój Michalski również ma nieźle przerąbane.
– O czym ty mówisz? – spytała Sawicka.
Lis rozciągnął usta w szerokim uśmiechu. Z kieszeni marynarki wyciągnął telefon. Podał go jej, niechętnie spojrzała na ekran. Zobaczyła film pozbawiony dźwięku, ale po kilku sekundach już wiedziała, co przedstawia. Wydarzenia z nocy, która zniszczyła więź pomiędzy nią i Michalskim, a jednocześnie chwilę, która przyniosła jej prawdziwe ukojenie. Sawicka drżącą dłonią odsunęła od siebie telefon. Czuła, jak serce łomocze jej w piersi. Przez głowę przemknęła jej tylko jedna myśl: „Tym razem wygrał”.
– Szach-mat, Gabi – powiedział Lis.