– A teraz wszyscy macie siedzieć cicho i się nie ruszać. Wykonujcie moje polecenia, a być może nic wam się nie stanie.
– Kurwa, wypuść mnie, dzieciaku.
Lis próbował się przebić do wyjścia, które blokowało dwóch mężczyzn wyglądających na licealistów, ubranych w koszulki z logo kawiarni. Jeden z nich przyjął zamówienie od Sawickiej. Teraz wycelował broń prosto między oczy Lisa.
– Pod ścianę!
– Zaczekaj, opuść tę broń.
– Pod ścianę, bo zastrzelę!
Sawicka potrząsnęła głową, odsuwając od siebie własne problemy, musiała zadbać o bezpieczeństwo ludzi. Rozejrzała się po lokalu. W środku oprócz niej i napastników było czternaście osób. Lis, para starszych osób, trójka dzieci, cztery kobiety wyglądające na studentki, dwie kobiety koło czterdziestki w eleganckich strojach oraz dwóch mężczyzn siedzących przy stoliku pod oknem. Po chwili z zaplecza wyszły dwie pracownice z rękami podniesionymi do góry, prowadził je trzeci napastnik ubrany na czarno.
– Ej, wy tam, telefony i rzeczy zostawcie na stołach, a potem pod ladę – polecił. – Tylko bez kombinacji, bo będę strzelał.
– A wy dwaj nam pomożecie – dodał drugi.