Mężczyzna ubrany na czarno był najstarszy, miał około czterdziestki. Nie trząsł się, pewnie trzymał broń.
Sawicka podniosła się, zobaczyła wymierzone w siebie trzy lufy pistoletów. Ręce dwóch napastników drżały, mogła przysiąc, że nie strzelą, a jeśli nawet, to nie trafią. Jednak ten, który stał najbliżej niej, doskonale wiedział, co robi. Mimo to w jego ruchach dostrzegła pewne wahanie, to dawało jej nadzieję.
– Ej… ty w czarnym – rzuciła. – Musimy pogadać.
– Siadaj i stul pysk! – wrzasnął młodszy z napastników.
Kobieta zaczęła iść w stronę przywódcy, nie cofnął się ani o krok, ale również do niej nie strzelił. Sawicka zatrzymała się dopiero, gdy lufa dotknęła jej czoła.
– Prokurator Gabriela Sawicka, wygrał pan los na loterii albo swoją zgubę. Proponuję rozmowę, która będzie korzystna dla nas wszystkich. Proszę tylko zabrać tę zabawkę sprzed mojej twarzy. Ciężko się rozmawia w takim położeniu.