z laptopem pod pachą, rozejrzał się, a potem przywołał mnie nerwowym ruchem.
– Werner! – krzyknął, siadając przy stoliku obok okna.
Podszedłem niespiesznie, bo najczęściej ekscytował się rzeczami, obok których ja przechodziłem obojętnie. Stanąłem przy stoliku i otworzyłem usta, ale nie dał mi się odezwać.
– Musisz to zobaczyć – rzucił, otwierając laptopa. – Siadaj.
Był wczesny ranek, w restauracji znajdował się tylko jeden klient, któremu chwilę wcześniej podałem mango lassi. Nie musiałem się przejmować, że za pogawędki ze znajomym dostanie mi się potem od szefa. Usiadłem obok Blitza i wbiłem wzrok w monitor.
– Nie powiesz mi, że to nie ona – wypalił Adam.
– O czym ty mówisz?
– Spójrz – polecił, mierząc prosto w laptopa.
System wybudził się z uśpienia, a na ekranie pokazał się post z Facebooka. Zdjęcie było lekko poruszone, ale nie na tyle, bym miał trudności z rozpoznaniem, kto na nim jest.
Miałem wrażenie, jakby powietrze wokół mnie się naelektryzowało, zapowiadając burzę. Ale nie grzmiało gdzieś w oddali – gromy pojawiły się tuż nade mną.
Ewa.