Nieodnaleziona
Remigiusz Mróz — Literatura

Otworzyłem usta, ale nie zdołałem niczego z siebie wydusić. Kategoryczność w jego głosie zupełnie zbiła mnie z tropu. Prokocki oderwał wzrok od monitora, nabrał głęboko tchu i popatrzył na mnie ze współczuciem.

– Od tamtej pory nie związał się z pan z nikim, prawda? – zapytał.

– Nie, nie związałem. Ale co to ma do rzeczy?

– Wciąż jej panu brakuje, więc to naturalne, że…

– Chyba pan żartuje.

– Takie rzeczy się zdarzają.

Wymierzyłem palcem w monitor, jakbym miał kogoś oskarżać.

– Widzi pan to samo co ja?

– Widzę dziewczynę podobną do Ewy, panie Werner. To wszystko.

Przestąpiłem z nogi na nogę i rozejrzałem się bezradnie, jakby nagle mógł zjawić się tutaj ktoś, kto mi pomoże.

– Przecież to ona, do cholery – rzuciłem. – Nie widzi pan?

Znów zrobił wdech.

– Niestety nie mogę się z panem zgodzić – powiedział urzędowym tonem. – Owszem, jest pewne podobieństwo, ale…

– Wiem, jak wygląda moja narzeczona.

Podniósł się powoli, jakby bał się, że inaczej mnie urazi. Położył mi rękę na ramieniu, a potem zaczął powoli tłumaczyć, że wiedziałem, jak wyglądała dziesięć lat temu, i umysł płata mi teraz figle. Ciągnął przez kilka minut, a ja z każdym kolejnym zdaniem słuchałem go z coraz mniejszą uwagą.