– Cała ta akcja z poszukiwaniem dziewczyny z koncertu to bzdura – zauważyłem. – Tu chodzi o coś innego.
– O co?
– Nie wiem. Ale zamierzam się dowiedzieć.
– Sam?
– Z twoją pomocą – odparłem, szybko dochodząc do wniosku, że to bodaj najmilsza rzecz, jaką kiedykolwiek mu powiedziałem. Właściwie po raz pierwszy potraktowałem go tak, jak powinienem. Jak przyjaciela, na którym mogę polegać.
– Wiadomo, że z moją. Ale to może nie wystarczyć.
– Z samego rana pójdę na komendę.
– Jeszcze nie byłeś?
– Byłem, ale odesłali mnie z kwitkiem.
Kiedy streściłem mu rozmowę z podkomisarzem Prokockim, długo milczał. Ja wciąż wlepiałem wzrok w monitor, jakbym dzięki temu mógł zmusić Phila Braddy’ego do zdradzenia czegokolwiek.
Skrzynka odbiorcza była jednak pusta. Stało się jasne, że nie zamierza mi odpisywać. Milczał też w konwersacji z Blitzem. Poszedłem po kolejne piwo, wiedząc już, że dzisiaj podejmę kilka złych decyzji, po których jutro rano obudzę się z mocnym bólem głowy.
– W ogóle nie zainteresował się sprawą? – odezwał się w końcu Blitzer.
– Nie tylko nie zainteresował, ale próbował ją zbyć.
– Dziwne.
– Na początku też tak pomyślałem.
– A później zmieniłeś zdanie?