Dziecko ochrzczono imionami Alexandra Sophie w trakcie wyjątkowo pięknej i bardzo podniosłej ceremonii, którą przespało w całości. Dziewczynka przybyła do Monachium z Los Angeles zaledwie dzień wcześniej, uznała, że skrupulatnie przestrzegane pory posiłków oraz snu stoją na głowie, więc zareagowała na to płaczem trwającym od pierwszej do ostatniej minuty nocy. Prawdopodobnie była potem zbyt wyczerpana, aby zaprotestować przeciwko białej, drapiącej sukience do chrztu, wodzie święconej wylewanej na główkę oraz woni stęchlizny w kościele. W rezultacie nawet ksiądz nie ustawał w pochwałach i powtarzał, że ma do czynienia z dzieckiem wyjątkowo grzecznym i spokojnym.
Przemęczeni rodzice, którym ciągle dokuczał jetlag, a jeszcze bardziej niekończące się godziny nieprzespanej nocy, cierpliwie znieśli całą uroczystość. Mieli blade twarze i podkrążone oczy. Niemal przez całą noc huśtali w ramionach czteromiesięczną córkę, przemawiali do niej i śpiewali jej mniej lub bardziej głupie kołysanki.
Belle Rathenberg, wychodząc z kościoła, powiedziała ze złością: