Nocami krzyczą sarny
Katarzyna Zyskowska — Literatura

Gnejsowe głazy, z których dawno temu zbudowano piwnicę, są pokryte porostami, a z sufitu zwisają korzenie roślin, które zarastają sklepienie od zewnątrz. Natura każdą szparą wdziera się do środka i tworzy żywe zasieki wokół budynku. To dobrze, myślę, bo dzięki temu nikt mnie tu nie znajdzie, jestem bezpieczna.

Jakby w odpowiedzi gdzieś z całkiem bliska nadpływa nawoływanie i ujadanie psów. Ktoś raz za razem wykrzykuje moje imię:

– Ma-nia, Ma-nia…! – Niesie się echem po górach.

Drżę. Na wszelki wypadek zabieram nogi ze smugi światła, mocniej oplatam ramionami półnagie ciało i spłoszona wklejam się w mrok.

W przeciwległym kącie coś się porusza. Zapach zgnilizny i lnu się wzmaga, a piwnicę wypełnia spokojny dziewczęcy głos:

– Schlaf, mein Engelchen1.

Rozumiem każde słowo, chociaż słabo znam niemiecki. Powinnam się wystraszyć, lecz w szepcie jest coś kojącego i wzbudzającego zaufanie. Chcę nawet zapytać, kto tu jest, ale chyba kolejny raz tracę świadomość, a gdy ją odzyskuję, ogarniają mnie cisza i ciemność.

Jak długo już tu jestem? Noc i dzień, kolejną noc i kolejny dzień?