Pasożyt
Marek Krajewski — Kryminalne i sensacyjne

W sierpniu roku czterdziestego kapitan Edward Popielski, internowany tutaj od dwunastu miesięcy, nie dbał ani o walory krajoznawcze tej okolicy, ani o strategiczne, ani też o historyczne; uzdrowiskowe także pozostawiały go zupełnie obojętnym.

Centralne położenie tego miasta na mapie Rumunii interesowało go o tyle, że stąd było mu bliżej do ukochanego Lwowa niż na przykład z Bukaresztu czy z Konstancy. Jednak odległość ośmiuset kilometrów, oddzielających w linii prostej jego miasto od miejsca przymusowego pobytu, napełniała go przerażeniem. Marnym pocieszeniem był dla niego fakt, że mógłby się przecież znaleźć gdzieś o wiele dalej. Tak jak ciężko chorego nie uraduje wiadomość, że gdzieś indziej jeszcze bardziej cierpią, tak i Edwarda – człowieka stęsknionego za ojczyzną – nie mogło przecież napawać otuchą to, że jego tęsknota byłaby dotkliwsza w miejscu bardziej od ojczyzny oddalonym.

Zgrzytając zębami z bezsilności, tkwił tutaj od tragicznego polskiego września, dzieląc los wielu wysokich oficerów Policji Państwowej.