Podpalacz
Wojciech Chmielarz — Kryminały

Jego puls powoli wracał do normy. Mróz delikatnie szczypał w policzki, ale pod grubą warstwą ubrań skóra mężczyzny lepiła się od potu. Przez chwilę zastanawiał się, czy dla ochłody nie ściągnąć czapki, bał się jednak przeziębienia.

Wejście na teren posesji oraz wspinaczka wbrew pozorom stanowiły najłatwiejszą część zadania. Teraz czekało go prawdziwe wyzwanie. Mimo to czuł się fantastycznie – pełen mocy i siły. Była godzina druga w nocy z piątku na sobotę. Wszyscy wokoło spali. Mógł być na każdym dachu każdego domu, a ich właściciele, niby bezpieczni we własnych czterech ścianach, nawet by o tym nie wiedzieli. Obudziłyby ich dopiero płomienie. A wtedy byłoby już przecież za późno.

Za pomocą noża wyważył osłonę otworu wlotowego do komina. Potem wyciągnął z worka półlitrową butelkę po wódce Absolwent, w której znajdowała się mieszanina benzyny i oleju silnikowego. Następnie przykleił do niej papierową paczuszkę z chloranem potasu zmieszanym z cukrem pudrem.