Postawił reklamówki na płytkach łupkowych przed wejściem i sięgnął do kieszeni po klucze. Światło latarni morskiej trafiło w ścianę domu i zniknęło. Bakkerud zamarł w bezruchu i wstrzymał oddech. Prawa dłoń zacisnęła się wokół pęku kluczy. Zaschło mu w ustach, poczuł dreszcz na karku i przedramionach.
Snop światła latarni ponownie prześliznął się po domu, jakby dla potwierdzenia, że to, co mężczyzna dostrzegł za pierwszym razem, jest prawdą. Drzwi były lekko uchylone, ościeżnica w drzazgach, a zamek leżał na ziemi.
Bakkerud rozejrzał się dookoła, ale nie zobaczył nic poza ciemnością. Od strony zarośli doleciał jakiś dźwięk, trzask pękającej gałęzi. Gdzieś w oddali szczekał pies. Potem zapadła cisza. Słychać było tylko szum fal uderzających o brzeg i szelest jesiennych liści.
Zrobił kilka kroków do przodu i popchnął skrzydło drzwiowe. Potem wymacał dłonią przycisk na ścianie i włączył zewnętrzny kinkiet i lampę w korytarzu.