Psy gończe
Jørn Lier Horst — Kryminalne i sensacyjne

1

Deszcz bębnił w szybę. Woda spływała po oknach i skapywała z dachu na stoliki ustawione na zewnątrz. Silne podmuchy wiatru szarpały nagimi gałęziami topoli, które chrobotały o ścianę.

William Wisting siedział przy stoliku i patrzył przez okno. Wiatr porwał z mokrego chodnika klejący jesienny liść.

Po drugiej stronie ulicy stała w strugach deszczu furgonetka do przeprowadzek. Podbiegła do niej para młodych ludzi z kilkoma dużymi kartonami, po chwili młodzi szybko zawrócili do bramy.

Wisting lubił deszcz. Sam do końca nie rozumiał, jak to się dzieje, ale deszcz zmniejszał tempo życia. Sprawiał, że człowiek mógł opuścić ramiona i uspokoić oddech.

Miękkie jazzowe dźwięki mieszały się z szumem spadających kropel. Wisting odwrócił się do baru. Płomienie świec rzucały drżące cienie na ściany. Suzanne uśmiechnęła się do niego, wyciągnęła rękę w stronę półki i ściszyła muzykę.

Nie byli sami w lokalu. Przy stoliku na końcu kontuaru siedziały trzy młode osoby. Intymny nastrój panujący w tej nowoczesnej, miejskiej kawiarni sprawiał, że stała się miejscem spotkań studentów nowo otwartego wydziału Wyższej Szkoły Policji.