Wolałam mieszkać w mieście, gdzie są wszyscy ludzie, którzy byli kiedyś związani ze Scottym.
Kobieta wycofuje się do mieszkania.
– Witaj w „Rajskich Apartamentach”. Kiedy się zadomowisz, przyniosę ci kotka.
Błyskawicznie kładę dłoń na drzwiach, żeby ich nie zamknęła.
– Chwileczkę! Co? Jakiego kotka?
– Ano tak. Kotek. To taki kot, tylko mniejszy.
Odstępuję od drzwi, jakby miało mnie to ochronić przed tym, co przed chwilą powiedziała.
– Dziękuję, ale nie. Nie chcę kotka.
– Mam ich zbyt wiele.
– Nie chcę kotka – powtarzam z naciskiem.
– Jaki człowiek nie chciałby kotka?
– Ja.
Obrusza się, jakby moja odpowiedź była kompletnie niedorzeczna.
– Mam propozycję – mówi. – Jeśli weźmiesz kotka, przez dwa tygodnie będziesz mogła korzystać z prądu.
Co to za miejsce, do cholery?
– No dobrze – podejmuje, biorąc moje milczenie za taktykę prowadzenia negocjacji. – Przez miesiąc. Nie wyłączę prądu przez cały miesiąc, jeśli weźmiesz jednego kotka. – Wycofuje się do mieszkania, ale nie zamyka drzwi.
Nie chcę żadnego kotka, jednak uniknięcie wpłaty dwustu pięćdziesięciu dolarów depozytu za prąd w tym miesiącu jest warte przygarnięcia nawet i kilku kociąt.
Kobieta ukazuje się ponownie z czarno-rudym kociakiem.