Odgłosy zamieszania przywracają mnie do rzeczywistości i w tym momencie niebo zasnuwa się chmurami, zgarniając w swe ramiona świadków mojego upadku. Pierwsze krople opadają niczym łzy, które mogłyby oczyścić moją szkaradną duszę. Potrząsam głową i przejeżdżam dłonią po łysinie, którą utrzymuję starannie od kilku lat, po czym porzucam swe myśli i ruszam w kierunku Antona, który jest teraz niczym chodząca bomba zegarowa. Rozumiem go. Wypatroszyłbym skurwieli, którzy zabraliby moją kobietę. Dla takich kutasów nie ma litości, tylko kulka w pieprzony łeb.
– Gotowy na akcję? – pytam, gdy Anton zatrzymuje się przede mną.
– Jak nigdy, kurwa, dotąd. Dunin należy do mnie.
– Jasne, kuzynie, ale mam nadzieję, że reszta jest moja i Aleksieja.
– Możecie ich rozpierdolić w drobny mak.
– I to się rozumie – rzucam i odchodzę do czarnego wozu terenowego stojącego nieopodal.
Ava