Rzeczy, których nie wyrzuciłem
Marcin Wicha — Pozostałe

Wstęp

To jest hi­sto­ria o rze­czach. I jesz­cze o ga­da­niu. Czy­li – o sło­wach i przed­mio­tach. Jest to tak­że książ­ka o mo­jej mat­ce, i z tego po­wo­du nie bę­dzie zbyt we­so­ła.

Kie­dyś są­dzi­łem, że lu­dzi pa­mię­ta­my, do­pó­ki mo­że­my ich opi­sać. Te­raz my­ślę, że jest od­wrot­nie: są z nami, do­pó­ki nie umie­my tego zro­bić.

Do­pie­ro mar­twych lu­dzi mamy na wła­sność, zre­du­ko­wa­nych do ja­kie­goś ob­raz­ka czy kil­ku zdań. Po­sta­ci w tle. Te­raz już wia­do­mo – byli tacy albo śma­cy. Te­raz mo­że­my pod­su­mo­wać całą tę szar­pa­ni­nę. Roz­plą­tać nie­kon­se­kwen­cje. Po­sta­wić krop­kę. Wpi­sać wy­nik.

Ale jesz­cze nie wszyst­ko pa­mię­tam. Do­pó­ki nie mogę ich opi­sać, jesz­cze tro­chę żyją.

Czter­dzie­ści lat temu – nie ro­zu­miem, dla­cze­go aku­rat ta roz­mo­wa na­gra­ła się w mo­jej pa­mię­ci – na­rze­ka­łem na ja­kąś au­dy­cję edu­ka­cyj­ną w Pol­skim Ra­diu, a moja mat­ka po­wie­dzia­ła: „Nie wszyst­ko w ży­ciu da się za­mie­nić na śmiesz­ne hi­sto­ryj­ki”. Wie­dzia­łem, że to praw­da. Mimo to pró­bo­wa­łem.