1.
Wrocław, 2 września 2010 r.
Usłyszała krzyk.
Uniosła się na łokciu i spojrzała w stronę, z której dobiegał. Na końcu długiego korytarza zobaczyła światło. To tam ktoś krzyczał. Po chwili krzyk przeszedł w wywołujący gęsią skórkę wrzask.
Justyna Krasicka czuła coraz większy strach. Jeszcze wieczorem siedziała w pubie ze znajomymi, a teraz leżała tutaj, na zimnej podłodze, z jedną nogą przykutą do grubej rury biegnącej od sufitu. Jedyne, co pamiętała z ostatniego wieczoru, to smak kolejnego drinka. Wszystko, co było później, zasnuła mgła niepamięci. W jej obolałej głowie pojawiały się tylko przebłyski, w których widziała, jak ktoś ją prowadzi. Nie miała jednak pojęcia, dokąd szła ani z kim. Nie wiedziała nawet, czy jest dzień, czy noc.