Śmierć w Château Bremont
M. L. Longworth — Kryminalne i sensacyjne

Saint-Antonin, Francja

17 kwietnia, 00:05

Żarówka na strychu się przepaliła. Jutro porozmawia o tym z Jean-Claude’em. Étienne wyczuwał, że dozorca nigdy tak naprawdę go nie lubił, a może ten chłód wynikał z szacunku wobec dzielącej ich różnicy klas. Jean-Claude był uprzejmy, ale nigdy nie patrzył swojemu pracodawcy w oczy. Gdy rodzice Étienne’a jeszcze żyli, łatwo im było się nawzajem unikać, ale teraz Étienne był jedynym Bremontem mieszkającym w Aix, a ogromne nakłady związane z utrzymaniem château wymagały częstszych kontaktów właściciela z dozorcą. Jean-Claude był potężnym, ale niezdarnym mężczyzną. Étienne nigdy nie przejmował się jego rozmiarami, ale coś w spojrzeniu Jean-Claude’a sprawiało, że czasami czuł się nieswojo. Ostatnio Étienne de Bremont odkrył, że fascynują go ogromne dłonie dozorcy. Zwisały sztywno wzdłuż ciała, gdy Jean-Claude odbierał krótkie instrukcje od swego pracodawcy, a po kilku sekundach grube palce zaczynały drgać, z początku powoli, potem coraz szybciej, jakby czekały na wiadomość z mózgu, która popchnie je do działania. W każdym razie palce zdawały się myśleć szybciej niż powolne, nieruchome dłonie.