Zapytałem Jobsa, dlaczego chciał, żebym to akurat ja napisał jego biografię. „Sądzę, że jesteś dobry w nakłanianiu ludzi do mówienia” – odparł. Była to zaskakująca odpowiedź. Zdawałem sobie sprawę, że będę musiał odbyć rozmowy z całym mnóstwem ludzi, których Jobs zwolnił, znieważył, porzucił lub w inny jeszcze sposób rozwścieczył, i obawiałem się, iż nie będzie czuł się dobrze z tym, że nakłaniam ich do mówienia. I rzeczywiście, okazało się, że reagował w humorzasty sposób, kiedy kolejno docierały do niego opinie tych, z którymi przeprowadzałem wywiady. Jednak po kilku miesiącach sam zaczął zachęcać ludzi, by ze mną porozmawiali – dotyczyło to nawet jego wrogów i byłych dziewczyn. Nie próbował też uczynić niczego tematem tabu. „Z wielu rzeczy w moim życiu nie jestem dumny, wliczając w to zrobienie mojej dziewczynie dziecka, gdy miałem dwadzieścia trzy lata, i sposób, w jaki załatwiłem tę sprawę – powiedział. – Ale nie ma w mojej szafie żadnych trupów, których nie wolno byłoby z niej wyciągać”.