Syn
Jo Nesbø — Literatura piękna

Rover wpatrywał się w pomalowaną na biało betonową podłogę podłużnej więziennej celi o powierzchni jedenastu metrów kwadratowych. Przygryzł nieco za wysoką złotą jedynkę w dolnej szczęce. Dotarł w swojej spowiedzi do bardzo trudnego miejsca. W celi słychać było jedynie odgłos jego własnych paznokci drapiących Madonnę wytatuowaną na przedramieniu. Chłopak, który siedział po turecku na łóżku naprzeciwko niego, milczał, odkąd Rover tu wszedł. Kiwał tylko głową i uśmiechał się tym swoim zadowolonym uśmiechem Buddy, ze wzrokiem utkwionym w jakiś punkt na czole Rovera. Nazywali go Sonny i mówili, że to syn skorumpowanego policjanta, że jako nastolatek zabił dwie osoby i że jest obdarzony wyjątkowymi zdolnościami. Trudno było stwierdzić, czy chłopak w ogóle słucha, bo zielone oczy i większą część twarzy zasłaniały długie brudne włosy, ale to nie miało aż takiego znaczenia. Rover pragnął jedynie odpuszczenia grzechów i błogosławieństwa, tak aby jutro mógł wyjść przez bramę Państwowego Zakładu Karnego o Zaostrzonym Rygorze z poczuciem, że został oczyszczony. Nie był człowiekiem religijnym.