Syn
Jo Nesbø — Literatura piękna

– To oczywiście oznacza, że przez kilka lat nie dostaniesz przepustki. Ale ty przecież i tak nie czujesz się dobrze na zewnątrz, prawda? No a teraz widziałeś już morze.

– To była rzeka. To mąż?

Pastor drgnął. Tak jak człowiek drga, gdy na jego oczach coś nieoczekiwanie wynurza się z czarnej powierzchni wody.

– Tego nie wiem. A czy to ważne?

Nie było odpowiedzi. Vollan westchnął. Znów poczuł mdłości. Pojawiały się i znikały już od pewnego czasu. Może powinien zamówić wizytę u lekarza i dać się zbadać?

– Nie myśl o tym, Sonny. Ważne jest to, że na zewnątrz tacy jak ty muszą cały dzień polować na kolejną działkę. Natomiast tutaj on dba o wszystko. I pamiętaj, że czas płynie. Kiedy poprzednie zabójstwa się przedawnią, nie będziesz już miał dla nich żadnej wartości. Ale tą zbrodnią przedłużyłeś sobie termin.

– A więc mąż. To znaczy, że jest bogaty?

Vollan wskazał na Biblię.

– Dom, do którego wszedłeś, jest opisany tutaj. Wyglądał na duży i zamożny. Ale alarmu, który miał pilnować całego bogactwa, nie włączono, a drzwi nawet nie zamknięto na klucz. Nazwisko: Morsand. Armator z klapką na oku. Może widziałeś go w gazetach?

– Tak.

– Naprawdę? Sądziłem, że nie...