Testament
Remigiusz Mróz — Kryminały

– Tracę cierpliwość – odezwała się. – Choć na dobrą sprawę nigdy jej nie miałam. To paradoks, prawda?

– Nie większy niż to, co mnie spotkało.

– To znaczy?

Mimo że grzęda nie była przeznaczona dla niego, odsunął sobie krzesło i ciężko na nie opadł. Chyłce wydawało się, że materiał koszuli na brzuchu jest tak napięty, iż któryś z guzików zaraz się odpruje.

– Przejdę od razu do rzeczy – zapowiedział Rafał.

– Cały czas na to liczę.

– Dziś rano dostałem informację, że jedna z moich pacjentek zostawiła mi spadek.

– W postaci dziecka?

Spojrzał na nią niepewnie.

– Zapłodnił pan jakąś białogłowę, a ta zostawiła bękarta w oknie życia i wskazała na pana?

– Nie – odparł głosem bez wyrazu. – Miałem na myśli dosłowny spadek. Zapisała mi w testamencie cały swój majątek.

– Duży?

Zareagował uniesieniem brwi i powolnym skinieniem głowy, co kazało prawniczce sądzić, że masa spadkowa rzeczywiście okazała się pokaźna.

– W takim razie musiał pan prowadzić jej ciążę jak ja iks piątkę w godzinach szczytu.

Zignorował to porównanie, najpewniej nie zdając sobie sprawy, jak duży komplement usłyszał.