– Tracę cierpliwość – odezwała się. – Choć na dobrą sprawę nigdy jej nie miałam. To paradoks, prawda?
– Nie większy niż to, co mnie spotkało.
– To znaczy?
Mimo że grzęda nie była przeznaczona dla niego, odsunął sobie krzesło i ciężko na nie opadł. Chyłce wydawało się, że materiał koszuli na brzuchu jest tak napięty, iż któryś z guzików zaraz się odpruje.
– Przejdę od razu do rzeczy – zapowiedział Rafał.
– Cały czas na to liczę.
– Dziś rano dostałem informację, że jedna z moich pacjentek zostawiła mi spadek.
– W postaci dziecka?
Spojrzał na nią niepewnie.
– Zapłodnił pan jakąś białogłowę, a ta zostawiła bękarta w oknie życia i wskazała na pana?
– Nie – odparł głosem bez wyrazu. – Miałem na myśli dosłowny spadek. Zapisała mi w testamencie cały swój majątek.
– Duży?
Zareagował uniesieniem brwi i powolnym skinieniem głowy, co kazało prawniczce sądzić, że masa spadkowa rzeczywiście okazała się pokaźna.
– W takim razie musiał pan prowadzić jej ciążę jak ja iks piątkę w godzinach szczytu.
Zignorował to porównanie, najpewniej nie zdając sobie sprawy, jak duży komplement usłyszał.