Dawniej tak, sadzono tu dużo fasoli. Bo nie wiem, czy pan wie, fasola mięso kiedyś zastępowała. A przy takiej pracy, jak tu pracowali, od świtu do nocy, człowiek musi zjeść ten kawałek mięsa. Nie mówiąc, że i kupcy często po fasolę przyjeżdżali. Nie tylko po fasolę, ale fasoli najwięcej kupowali. Tak, w czasie wojny, kiedy była tu wieś. W miastach wtedy głodem przymierano, jak pan wie. Prawie co dzień furmankami się po nich na stację wyjeżdżało. Stacja jest parę kilometrów stąd. Potem się ich odwoziło już z towarem. Gdzieś tak jak teraz, późną jesienią, najczęściej przyjeżdżali. W każdym razie najwięcej ich o tej porze przyjeżdżało, gdy się z pól już wszystko zebrało. Fasolę, co kto zdążył do ich przyjazdu wyłuskać, do ostatniego ziarnka zabierali. Nieraz jeszcze dobrze fasola nie podeschła, a już wszędzie po domach łuskali, żeby zdążyć. Całymi rodzinami łuskali. Od świtu do nocy. Nieraz o północy wyszło się na dwór, a jeszcze tu, tam w oknach się świeciło. Zwłaszcza gdy fasola obrodziła. Bo z fasolą jak ze wszystkim, raz się uda, a raz nie. Na fasolę musi rok być dobry. Fasola nie lubi, gdy słońca za dużo. Za dużo słońca, to deszczu niewiele. I spali ją.