Trup na plaży i inne sekrety rodzinne (Garstka z Ustki. Tom 1)
Aneta Jadowska — Literatura

Więc póki mam morze pod ręką, przychodzę tu codziennie, zwykle o piątej, i mam je tylko dla siebie. W Łodzi nazywali to bezsennością. Tu – wezwaniem Neptuna. Zdecydowanie wolę tę terminologię. Nie wiąże się z koniecznością łykania tabletek, po których wprawdzie człowiek dosypia do siódmej, ale potrzebuje kolejnej pigułki, by się na dobre obudzić.

Zresztą kto by spał, kiedy wschód słońca jest taki cudowny, powietrze pachnie nocną burzą, a plaża jest dziewicza i czeka na ślady twoich stóp!